CELEBRITY
Szczęsny i Barcelona, czyli symbioza idealna. Pena jest skończony [OPINIA]

FC Barcelona awansowała do finału Pucharu Króla, gdzie już czeka na nią Real. W środę “Barca” pokonała Atletico jego własną bronią: strzeliła gola i “zabiła” mecz. Pokazała, że wcale nie myśli wygrywać w pięknym stylu. Tym razem cel uświęcał środki. W ostatnich tygodniach FC Barcelona grała bardzo efektownie. We wszystkich rozgrywkach drużyna Hansiego Flicka imponuje…
FC Barcelona awansowała do finału Pucharu Króla, gdzie już czeka na nią Real. W środę “Barca” pokonała Atletico jego własną bronią: strzeliła gola i “zabiła” mecz. Pokazała, że wcale nie myśli wygrywać w pięknym stylu. Tym razem cel uświęcał środki.
W ostatnich tygodniach FC Barcelona grała bardzo efektownie. We wszystkich rozgrywkach drużyna Hansiego Flicka imponuje fantazją, rozmachem i skutecznością. Prezentuje futbol przyjemny dla oka. Taki, który uwielbiają kibice.
Można się zachwycać tym jak drybluje Lamine Yamal, jak skuteczny jest Robert Lewandowski, jak kapitalnie broni Wojciech Szczęsny, jaki ciąg na bramkę ma Raphinha albo jak genialnymi muśnięciami rozgrywa piłkę godny następca Andresa Iniesty Pedri.
ZOBACZ WIDEO: 41 lat na karku, ale nadal to ma! Tego gola trzeba zobaczyć
Swoją potężną siłą w ofensywie “Barca” potrafi “zamieść podłogę” niemal każdym rywalem, o czym boleśnie przekonał się nawet Real Madryt i to ostatnio dwukrotnie. Najpierw przegrywając jesienią na własnym stadionie ligowe El Clasico 0:4, a później, już wiosną, finał Superpucharu 2:5.
Ale ta zachwycająca w kreacji Barcelona też ma swoje miękkie podbrzusze, w które jest łatwo ją ugodzić. Dzieje się to wówczas, gdy myśl o atakowaniu tak mocno “Barcę” zafascynuje, że zapomina o bronieniu własnej bramki. Wtedy ekipa Hansiego Flicka często nadziewa się na kontry, wobec których jest bezradna jak dziecko. I – co gorsza – zawsze jest takim rozwojem wypadków zaskoczona. W ten sposób potrafili Barcelonę skaleczyć nie tylko wielcy, renomowani rywale, ale nawet takie zespoły jak Girona czy Leganes.
A skoro w sztuce kontrataku nieźle radzili sobie z Barceloną ligowi przeciętniacy, to co dopiero powiedzieć o piekielnej machinie Diego Simeone? Bo Atletico Madryt to jest drużyna wręcz stworzona do wojny podjazdowej. Potrafi przygnieciona przez rywala wytrwać bardzo długo bez straty gola, a później wyprowadza – niczym kobra – śmiercionośny atak.
O tym jak ten “partyzancki” sposób walki na boisku wygląda z bliska, przekonała się Barcelona w pierwszym półfinałowym meczu Pucharu Króla.
W tamtym spotkaniu sprzed ponad miesiąca, “Blaugrana” powadziła już 4:2 i absolutnie dominowała na boisku. Mogła zdobyć nawet kilka kolejnych goli, ale nie zdobyła. Poczuła się pewna zwycięstwa, a to był taki błąd, jak odwrócenie się plecami do śmiercionośnej kobry. Sześć minut przed końcem tamtego meczu Atletico zdobyło bramkę na 3:4, a w doliczonym czasie gry wyrównało wynik rywalizacji na 4:4.
Jeśli powinieneś wygrać mecz kilkoma bramkami, a w ostatnich sekundach tylko go remisujesz, kończysz wieczór z poczuciem porażki i absmaku.