CELEBRITY
Drugi set nie miał prawa się wydarzyć, a jednak na największym korcie świata oglądaliśmy istny horror. I to dla Polki… doskonała informacja ➡️

Konia z rzędem temu, kto przewidział taki thriller w meczu Igi Świątek! Drugi set nie miał prawa się wydarzyć, a jednak na największym korcie świata oglądaliśmy istny horror. I to dla Polki… doskonała informacja. Istotna dla zwycięstwa Świątek była sytuacja z początku trzeciego seta. Polka rewelacyjnie zareagowała, co jeszcze kilka miesięcy temu nie było oczywistością.
Muszę przyznać, że przez pierwsze pół godziny pachniało powtórką z meczu przeciwko Emilianie Arango. 6:1 w 29 minut i pełna dominacja Świątek. Lamens była kompletnie bezradna, pierwszego winnera posłała dopiero w drugim secie. Do tego momentu wyglądało to bardziej na trening Świątek niż mecz drugiej rundy US Open.
Aż nagle historia się odwróciła. Świątek wciąż posyłała rywalce uderzenia kończące, ale dorzuciła do nich lawinę błędów. Lamens złapała rytm serwisowy, zaczęła grać odważniej i nagle z niczego wygrała 6:4. Set, który przy takiej różnicy potencjałów nie miał prawa się wydarzyć. A jednak się wydarzył. I paradoksalnie wcale nie musi być tylko minusem, bo zamiast kolejnej formalności wiceliderka rankingu WTA nieoczekiwanie przyszło wejść na wyższy poziom.